2018-11-17

Imieniny: Gracjana i Bogusława

Zapomniane ofiary ukraińskiego ludobójstwa

by pa pa on Lipiec 11, 2013

Dziś przypada 70. rocznica apogeum ludobójstwa dokonywanego przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP. W dniu 11 lipca 1943 r., zwanym Krwawą Niedzielą, członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, wspierani przez otumanionych chłopów ukraińskich, napadli na dziesiątki osad i wsi polskich na Wołyniu, atakując wiernych zgromadzonych w kościołach rzymskokatolickich. Zamordowano kilka tysięcy niewinnych osób, głównie kobiet, dzieci i starców. Zginęli także kapłani. 

Na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy opublikowana jest relacja Aleksandra Praduna, naocznego świadka tamtych okrutnych zbrodni. Wspomnienia odczytała Wanda Pachla z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

http://ksd.media.pl/aktualnosci/1279-70-rocznica-krwawej-niedzieli-posluchaj-wspomnien-naocznego-swiadka-zbrodni-dokonywanych-przez-oun-upa

Poniżej znajduje się link do galerii grafik przedstawiających bardzo drastyczne obrazy tortur dokonywanych przez OUN-UPA. Osobom wrażliwym i dzieciom zdecydowanie odradzamy ich oglądanie.Link do galeriii. Tylko dla osób powyżej 18 roku życia

Zdaniem Lucyny Kulińskiej

Obecnie, po kilkudziesięciu latach od tych tragicznych lat, trudno ustalić pewną liczbę zabitych i zmarłych na skutek zbrodniczych działań ukraińskiego nacjonalizmu, tym bardziej, że gruntownych badań nie przeprowadziły żadne państwowe uczelnie, ani instytucje. Starali się tę lukę wypełnić sami kresowiacy, ale ich ciężką pracę długo ignorowano lub co gorsza dyskredytowano. Wiemy, że ludobójstwo to miało szerszy zasięg. Razem z naszymi rodakami ginęli przedstawiciele innych nacji: Ormianie, Czesi, a także sami Ukraińcy. Mordy na Polakach były poprzedzone eksterminacją i grabieżą mienia kresowych Żydów, w której Ukraińcy odegrali jako wykonawcy główna rolę.

Według moich  ustaleń – mówi Lucyna Kulińska. polskich ofiar OUN- UPA, policji ukraińskiej, formacji ukraińskich na żołdzie niemieckim (np. SS Galizien, czy Nachtigall) i miejscowej ludności ukraińskiej, było około 200 tysięcy. Z tej liczby ok. 150 może nawet 160 tys. zginęło w zorganizowanych akcjach ludobójczych prowadzonych we wsiach i miasteczkach (głównie w latach 1943-1944), reszta straciła życie w wyniku uprowadzeń, donosów do okupantów, zabijania dla uzyskania polskich papierów (w dużych miastach – głównie we Lwowie) i tragicznych skutków wypędzenia chłopskiej ludności ze swych domostw. Najtrudniejsza do oszacowania jest grupa tych, którzy „przepadli bez wieści”, a okoliczności wskazują, że stali się ofiarami ukraińskich nacjonalistów i wrogo nastawionej miejscowej ludności ukraińskiej. Już od września 1939 roku notowano w województwach kresowych tysiące takich „zaginionych” Polaków- cywilnych i wojskowych, poczynając od „znikających” na terenach opanowanych przez siatki OUN uciekinierów z centralnej Polski i grupek wycofujących się polskich oddziałów itp. –ciał ich nigdy nie odnaleziono. Wilczym sposobem, podstępem, uprowadzano ludzi do lasów, tam ich zwłoki najczęściej po wyrafinowanych torturach zakopywano, palono lub wrzucano w nurty rzek.

Dla tych Polaków, którzy przeżyli napady na swoje wsie i osiedla rozpoczął się okres tułaczki. Do spalonych domów nie mogli już wrócić, bo sprawcy urządzali polowania na uciekinierów. Bandy zabijały ich na drogach i w ukraińskich wsiach, których nie byli w stanie ominąć. Ranni i ludzie, którzy na skutek przejść dostali pomieszania zmysłów, dogorywali, zanim otrzymali fachową pomoc. Wielu umierało z wycieńczenia na skutek głodu, zimna i chorób. Unikanie traktów, gdzie najczęściej czyhała na nich śmierć, powodowało kolejne zagrożenia- śmierć od utonięcia w bagnach i zagubienia w lasach. Najmniejsze szanse na przeżycie mieli ludzie starzy, niepełnosprawni, ciężarne kobiety i małe dzieci.

Ci, którym udało się schronić w okolicznych miastach skazani byli na głód. Ich domostwa spalono, zapasy rozkradziono, a dowódcy „bohaterskiej UPA” zakazywali Ukraińcom pod karą śmierci sprzedawać im żywność. Każdego Polaka, który widząc głód swych bliskich, próbował wrócić na swoje pole po zbiory- zabijano. Nie brakowało jednak zdesperowanych śmiałków. Bez pożywienia i odpowiedniej odzieży cudem ocaleni szybko zapadali na zdrowiu, wielu ginęło.

Była i inna grupa ofiar. Niemcy wykorzystując beznadziejne położenie Polaków podstawiali wagony – najczęściej tzw. węglarki i w ramach „pomocy” wywozili uchodźców masowo na roboty do Rzeszy. Niektórzy umierali tam od niewolniczej pracy ponad siły, inni w fabrykach od alianckich bomb. Osobiście w Walimiu, gdzie przymusowi robotnicy kopali tajne tunele dla III Rzeszy, znalazłam ślady wskazujące, że skierowano tam transporty ludzi z Wołynia. Wiemy, że robotnicy ci po wykonaniu robót zostali przez Niemców wymordowani. Ale cóż, nikt tego nie bada, nikt nie zainteresował się tą zbrodnią. Koło Przemyśla w Bakończycach mieścił się obóz „przejściowy”, gdzie selekcjonowano wołyńskich uchodźców na wywózki do pracy w Niemczech. Nawet dwunastoletnie polskie dzieci uznawano za zdolne do pracy. „Odrzuceni” pozostawali w tym obozie, który przypominał znane nam obozy koncentracyjne. Panował tam głód i choroby epidemiczne. Stamtąd „niezdolnych do pracy” odsyłano … z powrotem na Wołyń, na pewną śmierć z ręki banderowców.

Osobny problem stanowiły sieroty. Część ocalałych dzieci adoptowali ludzie dobrej woli, reszta trafiała do przytułków. Wiele z nich szybko umierało od chorób, których nabawiły się z głodu i zimna, od szoku wywołanego strasznymi przeżyciami, na chorobę sierocą rujnującą ich odporność. Szczególne żniwo zbierała gruźlica. Znane są takie przypadki, że mimo starań ludzi, którzy z serca wzięli takie dzieci pod opiekę (relacje dotyczą miasta Krakowa) musieli patrzeć, jak dzieci te gasną…

Od lat zajmuję się zbieraniem relacji ocalałych świadków ludobójstwa. Wiem, jak wiele okrutnie pomordowanych kobiet było brzemiennych (nie wiedzieć czemu wyzwalały one wyjątkowo dzikie instynkty w banderowcach). Ich nienarodzone dzieci to też były ofiary- tylko nie zostaną nigdy policzone, nie znajda się w żadnych statystykach. U wielu ocalałych na skutek strasznych przeżyć rozwinęły się też z czasem choroby psychiczne, zakończone śmiercią lub samobójstwem.

Szacunkowe straty polskiej ludności to ponad 160 tys. ofiar ( z czego na Wołyniu wynosić miały ok. 38 tys.) Wiemy dzisiaj po wyliczeniach i szacunkach pani Ewy Siemaszko, że na Wołyniu straciło życie 60 – 70 tys. Polaków, więc po uwzględnieniu różnicy zbliżamy się do liczby 200 tys. ofiar, a trzeba pamiętać, że do tej pory w ogóle nie zbadano liczby zamordowanych w województwie Poleskim…. Wspominałam, że wiele prywatnych osób i stowarzyszeń podjęło trud sporządzania zestawień – przykładem mogą być ustalenia prof. Leszka S. Jankiewicza, który poddał analizie tomy poświęcone ludobójstwu ukraińskiemu wydane przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich z Wrocławia. Wyliczenia oparte na innych danych prezentuje też w swoich publikacjach pani Ewa Siemaszko. Ale to wszystko za mało. Potrzeba do tego ważnego tematu powołać specjalne zespoły naukowe, finansowania grantów, pomocy uczelni wyższych, znaczna część pracy już została przecież wykonana i to społecznie.

ZOBACZ także: Lista 135 sposobów mordowania przez UPA Polaków