2018-11-13

Imieniny: Alfreda i Izydora

Wielki Rynek czy wielki parking?

by Marek Sokołowski on Luty 3, 2015

Rynek Wielki w Szydłowcu

Do naszej redakcji list nadesłał pan Marian Kazimierz Siembiot. Przytaczamy zaprezentowane w nim opinie, w całości, tak jak zostały sformułowane. Wykonane w Szydłowcu, prace budowlane przy zabytkowych obiektach, mogą być jak z tekstu wynika, bardzo rożnie oceniane. Liczymy zatem i na Państwa spostrzeżenia, dotyczące programu i zakresu wykonanej wielkim nakładem sił i środków rewitalizacji. Liczymy także na ewentualne odniesienia do zaprezentowanej poniżej opinii. 

Szanowni Państwo! Zakończenie w końcówce ubiegłym roku robót budowlanych w szydłowieckim Rynku zostało obwieszczone różnymi imprezami, w tym cygańską muzyką. Teraz jednak nadeszła pora oceny radosnej twórczości burmistrza Andrzeja Jarzyńskiego i jego zastępcy inż. Krzysztofa Ziółkowskiego. Obaj panowie z zapałem zabrali się do poprawiania serca Szydłowca czyli Rynku Wielkiego zabytku klasy zerowej. Stratedzy skupieni wokół swego „Guru”, czyli wszechstronnie wykształconego pana A. Jarzyńskiego postanowili tak rozłożyć roboty rewitalizacyjne, aby mieszkańcy osłupieli z zachwytu przed mającymi odbyć się wyborami.

Przez okres 12-tu lat rządzenia niczym cesarz, za 16 000 zł miesięcznie, głosił że tworzy nową historię Szydłowca. Mając do pomocy zastępcę inż. K. Ziółkowskiego oraz cały zarząd był pewny zwycięstwa w wyborach. Jeżeli wybierali aż trzy razy to obecnie też wybiorą, bo kto może być mądrzejszy i gospodarniejszy. Jednak stało się odwrotnie i wyborcy powiedzieli „dość głupoty i marnotrawstwa pieniędzy podatników”. Powiedzieli „nie chcemy tego człowieka i tych ludzi”. Jak Pan A. J. zabrał się do tworzenia historii Szydłowca, to postaram się nakreślić jedynie co do Rynku szydłowieckiego, bo to długa i mozolna droga paskudzenia zabytku klasy zerowej. Piszę z tego powodu, bo kilka razy musiałem tłumaczyć się nie za swoje grzechy. Otóż pierwszym wielkim dziełem miała być „buda” w środku skwerku koło kościoła. Tutaj grupa przytomnych mieszkańców miasta Szydłowca, wniosła sprzeciw sporządzając listę oburzonych jego obywateli. Stodoła ta, lub jak kto woli szopa, miała być ozdobą. Bez żadnego uzasadnienia i logiki jej lokalizacji. Następną inwestycją mającą uświetnić i ozdobić piękny zabytkowy Kościół p. w. św. Zygmunta jest pomnik naszego Wielkiego Papieża Jana Pawła II-go. Po śmierci w 2005 roku został założony komitet budowy pomnika pod kierownictwem Pana burmistrza Andrzeja Jarzyńskiego. Komitet ten zaczął swoją działalność kiedy został już wykonany model postaci przez moją osobę. Jeszcze nikt nie wspomniał o pomniku, kiedy rozpocząłem studium nad postacią Naszego Wielkiego Polaka – Papieża. Znając realia i możliwości wykonania postaci tak wielkiego człowieka, byłem pewny, że w Szydłowcu nikt tego nie jest w stanie dokonać.

Pan burmistrz zlecił wykonanie pomnika Panu Piklowi który mając jedynie rzemieślników, przyjął to zlecenie. Polecił wykonać pomnik kamieniarzowi po Szkole Plastycznej w Kielcach, co już rodziło moją wątpliwość. Będąc mocno zaangażowany odnośnie samej postaci, wiedziałem że będzie to bardzo trudne zadanie.

Zwracałem się do pana Andrzeja Jarzyńskiego ze zdjęciem postaci mojego modelu rzeźby z nadzieją, że skontaktuje mnie z Panem Piklem. Chodziło mi o to, aby rzemieślnik kamieniarz mógł skorzystać z mojego studium postaci. Właściwie kiedy kamieniarz rozpoczynał prace kucia w kamieniu moja rzeźba była już gotowa. Moje usiłowania odnośnie kontaktu z kamieniarzem poprzez Pana A. Jarzyńskiego były ignorowane. Krętymi drogami dowiedziałem się, że wykonaniem postaci naszego Papieża zajął się absolwent po Szkole Plastycznej w Kielcach. Sam ukończyłem tą szkołę i wiedziałem, że to zadanie przerasta możliwości tego człowieka, bo tutaj można zdobyć wiedzę odnośnie obróbki kamienia. Odnośnie moich kwalifikacji, to po tej szkole jeszcze pięć lat uczyłem się rzeźby od mistrza Ksawerego Dunikowskiego. Rzeźbę miałem także na wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej w Krakowie, także przez pięć lat.

Podczas wykonywania fundamentu pod pomnik zwracałem uwagę panu inż. K. Ziółkowskiemu, który nadzorował, że jest to zła lokalizacja. Tak jak burmistrz, tak i jego zastępca odpędzali mnie od siebie jak muchę czy komara, ignorując moje uwagi. Dzisiaj efektem tego jest co jest i można jedynie podziwiać głupotę burmistrza. Myślę, że każdy kto dobrze wpatrzy się w pomnik stojący na tle kościoła będzie miał skojarzenia. Pomnik będzie stał przez kilka stuleci i będą oceniać nasi następcy.

Innym cudem w tworzeniu historii miasta Szydłowca jest pomnik „Zośki” tj. nazwy nadanej przez uczonych skupionych wokół „Guru” czyli już byłego Burmistrza. Pomnik postawiony przed ratuszem na cokole służącym prawdopodobnie do składania kwiatów i wieńców został nazwany „pręgierzem dla niewiernych żon”. Kto taką nazwę nadał nie jest trudno odgadnąć, bo to wie każda osoba w Szydłowcu. Odgadnąć jednak jest bardzo trudno, jaką rolę spełnia ta rzeźba przed wejściem do ratusza. Przyjezdni przechodząc koło tej rzeźby myśląc, że jest to jakaś święta oddają jej hołd na znak szacunku. Mężczyźni podnoszą nakrycie głowy, a kobiety żegnają się krzyżem. W czasie różnych okazji podczas świąt państwowych i rocznicowych poczty sztandarowe ustawiają się przy pomniku „prostytutki” i oddają „salut” w czasie grania hymnu państwowego. Pan były już burmistrz prawdopodobnie patrzy z okna swojego zakładu fotograficznego i trzyma się ze śmiechu za brzuch.

Historia tej rzeźby jest następująca: kiedyś stała w parku koło zamku, skąd zabrano ją i postawiono przed karczmą (Żyda) stojącą na skwerku koło Kościoła. Żyd Jacek Rozenkrolc? postawił ją sobie dla lepszego „geszeftu” przed wejściem do karczmy. Po wyburzeniu budynku karczmy pod koniec XVIII wieku, rzeźbę przeniesiono na cmentarz. Jeżeli ktoś dobrze wpatrzy się w obraz namalowany przez Szermentowskiego z widokiem na ratusz to zobaczy tę rzeźbę stojącą przed karczmą na skwerku. Pani Hanuszowa, polonistka z wykształcenia, robiąc zdjęcia do książki pt. „Szydłowieckie nekropolie jako dzieła sztuki i pomniki przeszłości” odkryła leżącą rzeźbę. Pan burmistrz postanowił uświetnić to odkrycie ustawiając ją na honorowym miejscu. Razem z całym zarządem i pod kierownictwem Pani Hanuszowej nadali nazwę. Tutaj natychmiast nasuwa się pytanie: czy w rynku szydłowieckim nic takiego się nie działo, co należałoby uwiecznić? Jedyny pomnik jaki został wybudowany w Rynku to postać Tadeusza Kościuszki wykonany w 1920 roku. Z jakiej okazji, pewnie nikt z Panów byłych burmistrzów tego nie wie. Co należałoby uwiecznić to: wydarzenia z 1812, 1830, 1863, 1915, 1920, 1939, 1940-45, itd.

Odnośnie zaś samej działalności panów Burmistrzów w okresie 12-tu lat, a dotyczących Rynku Wielkiego, należy wyliczyć pozytywne i negatywne działania. Do pozytywnych należy wymiana kanalizacji burzowej i instalacji wod-kan. Dobre oświetlenie samego ratusza, jak też instalacji oświetlenia rynku przez zamontowanie właściwych do rangi zabytku opraw i słupów. Rewitalizacja „Hotelu pod Dębem” wraz z dobudową galerii sztuki miejscowych twórców jest moim zdaniem do przyjęcia. Usiłowanie zagospodarowania skweru koło Kościoła, także lecz z zastrzeżeniem co do kwietników. Kamień to nie drewno i z tego powodu ja szacuję ich żywot na 4-ry lata. Podobne kwietniki na rynku od strony północnej, które tak tutaj pasują jak garbaty do ściany. Wystające rury wentylacji podpiwniczenia ratusza od strony północnej i zachodniej świadczą o nieporadności projektanta nawierzchni rynku. Jeżeli projekt przebudowy płyty rynku byłby opracowany przez architekta ze stażem, to taka chała i knot nie miałaby miejsca. Widać, że projekt był opracowany przez szewca lub technika budowlanego.

Utworzenie z Rynku Wielkiego dużego parkingu dla samochodów okolicznych właścicieli jest nieporozumieniem. Gdzie tutaj był konserwator zabytków, który prawdopodobnie opiniował ten projekt. Następnym zarzutem pod adresem panów już byłych burmistrzów i całego zarządu jest brak szaletów miejskich. Turyści i wycieczki szkolne będą swoje potrzeby załatwiać w bramie pana burmistrza lub w zakładzie fotograficznym. Naród, jak mawiał Pan Andrzej, jest na tyle nieświadomy, że przyjmie każdą głupotę.

Przy zgromadzeniu na Rynku ludzie będą „slalomem” pokonywać tor przeszkód jaki ustawili Burmistrzowie za pieniądze podatników. Dla starszych ludzi to może być tor nie do pokonania. Tyle miejsca w pobliżu rynku byłoby możliwe do wykorzystania, gdyby nie „nowa własność” naszych właścicieli. W tych sprawach postaram się zabrać głos w następnym liście, jeżeli nie spotka mnie coś złego.

Mgr inż. arch. M.K. Siembiot