2018-11-16

Imieniny: Olimpii i Łazarza

Po wizycie RPD w Szydłowcu

by Bartosz Kaluga on Luty 12, 2014

Dokładanie dwa tygodnie temu skromne progi powiatu szydłowieckiego odwiedził znany powszechnie ze środków masowego przekazu urzędnik państwowy. Pan Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka przebywał w Szydłowcu w dniach 28 i 29 stycznia, o czym zdążyły powiadomić już wszystkie lokalne media i serwisy informacyjne – i to nawet w dość rzetelny sposób.

Przypomnijmy że w czasie swojego pobytu na szydłowieckiej ziemi Marek Michalak odwiedził wybrane placówki oświatowe i samorządowe. Swoją wizytę rozpoczął od szkoły podstawowej w Krogulczy Suchej. Następnie w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego omawiał realizowane oraz planowane programy wsparcia i pomocy dzieciom znajdującym się w grupie ryzyka występowania takich zjawisk jak przemoc, wykluczenie społeczne czy niedożywienie. Następnie spotkał się z pracownikami szydłowieckiej Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej oraz rodzicami dzieci objętych wczesnym wspomaganiem rozwoju. Ostatnimi punktami wizyty Rzecznika Praw Dziecka w Szydłowcu były Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Henryka Sienkiewicza oraz Przedszkole Samorządowe nr 2 z Oddziałami Integracyjnymi. W liceum Marek Michalak odpowiadał na liczne pytania uczniów, natomiast u przedszkolaków był honorowym gościem występu artystycznego najmłodszych.

My jednak postanowiliśmy skorzystać z okazji, aby postawić pytanie: czy w ogóle w naszym kraju potrzebny jest urząd Rzecznika Praw Dziecka (RPD)?

Urząd RPD powstał w 2000 roku. Rzecznik powoływany jest przez Sejm i zatwierdzany przez Senat. Jego kadencja trwa pięć lat. Rzecznik stoi na straży praw dziecka określonych w Konstytucji RP, w Konwencji o prawach dziecka i innych przepisach prawa, z poszanowaniem praw i obowiązków rodziców. Biorąc pod uwagę jego kompetencje, główne zadania oraz pozycję prawną, wszystko jest bardzo jasno i klarownie sformułowane. Jednak co pokazuje praktyka? Jaka jest skuteczność RPD w walce o polepszenie sytuacji dzieci? Czy konieczne jest istnienie takiego urzędu, skoro każde dziecko jest nie tylko człowiekiem, ale i obywatelem, którego „reprezentantem” jest już Rzecznik Praw Obywatelskich?

Swego czasu głośno było o sprawie ataku słownego szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka w kierunku Marka Michalaka. Owsiak domagał się dymisji rzecznika, zarzucając mu brak jakiejkolwiek reakcji na serię nagłaśnianych przez media, potwornych zdarzeń z udziałem dzieci: morderstwa małej Madzi z Sosnowca, Gabriela z Morąga – którego zwłoki biologiczna matka podpaliła i schowała do tapczanu czy utopienie małego Szymona z Będzina – którego tożsamość ustalano przez ponad rok. Choć nie jestem wielkim entuzjastą Pana Jurka Owsiaka, trzeba przyznać że dużo racji było wtedy po stronie szefa WOŚP.

Być może zabrzmi to wyjątkowo banalnie, jednak seria makabrycznych spraw nagłośnionych przez media pokazała, jak bezsensowną i nieskuteczną instytucją jest RPD. Z jednej strony uzmysłowiła opinii publicznej – że ta ani żadna inna instytucja nie obroni do końca dzieci przed zwyrodnialcami. Z drugiej zaś pokazała mały wpływ RPD na możliwość kreowania prawa w zakresie ochrony najmłodszych.

Nie chodzi tutaj o to, by całkowicie odpuścić kwestię szczególnej ochrony najmłodszych. Ale wszelkie kompetencje z tym związane są tożsame z głównymi zadaniami prawdziwie niezbędnych do funkcjonowania sprawnego państwa organów – Policji, Sądów Rodzinnych, Ośrodków Pomocy Społecznych. Naprawdę jesteśmy mistrzami w tworzeniu różnego instytucji i urzędów, które nie są niczym innym jak ciepłymi posadkami dla „namaszczonych”. Do niedawna istniał np. Urząd ds. wykluczonych – którego kilkumiesięczna działalność oprócz wielkiej kasy nie wniosła niczego (bo wnieść nie mogła). Przykładów arcyważnych instytucji państwowych jest wiele – Rzecznik Praw Pacjenta i Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego (czy pacjent z kardiologii i ten z oddziału zamkniętego mają inne prawa jako ludzie? ). Jeśli tak dalej pójdzie niedługo doczekamy RZECZNIKA PRAW BLONDYNEK, URZĘDU DS. WALKI Z GRAMI KOMPUTEROWYMI, NAJWYŻSZEJ IZBY WALKI Z PIŁKARSKIMI KIBICAMI.

Sytuacja może byłaby śmieszna, gdyby nie fakt, że roczne koszty istnienia takich zupełnie niepotrzebnych urzędów pochłaniają gigantyczne pieniądze. W samym biurze RPD – według raportu NIK – wydatki w 2011 roku wyniosły 8,5 mln zł. Przy założeniu, że w tym czasie istniało 58 etatów – daje to nam średnie wynagrodzenie 5195 zł brutto (grubo powyżej ówczesnej średniej krajowej – czyli „tanie państwo” w pełni.. ). W 2012 wydatki RPD zaplanowano na poziomie 9,9 mln zł, a w 2013 10,3 mln zł.

Tego typu urzędy trzeba wyposażyć w limuzyny, biura, sprzęt komputerowy itd. A potem okazuje się, że tego typu działania polityków doprowadzają do sytuacji, w której w naszym kraju rząd i instytucje mu podległe dysponują większą ilością limuzyn niż całe społeczeństwo karetkami ratownictwa medycznego…

Generalnie należy zadać sobie jedno fundamentalne pytanie. Czy czternaście lat urzędu – a chyba wszyscy zgodzimy się, że jest to wystarczający okres, by podjąć się obywatelskiej oceny – znacząco poprawiła się sytuacja dzieci w Polsce. Zaryzykuję tutaj stwierdzenie, że na płaszczyźnie leżącej w kompetencji RPD, w tym okresie sytuacja najmłodszych w naszym kraju nie poprawiła się. A wszelkie pozytywne zmiany są spowodowane bardziej ogólnie lepszą sytuacją gospodarczą kraju oraz działalnością organizacji pozarządowych. Samo stanowisko stało się jedynie pewną bazą polityczną dla osób sprawujących tę funkcję. Zapewne po skończonej II kadencji zobaczymy Pana Marka Michalaka na listach którejś z partii (czyżby PSL? ). I znowu okaże się, że piękne hasła zastąpi brutalna rzeczywistość.

Autor: Artur Marszałek