2018-11-14

Imieniny: Celiny i Waleriana

Pasterka’81

by Bartosz Kaluga on Grudzień 24, 2013

Prison cell interior , sunrays coming through a barred window

Czas Bożego Narodzenia jest okazją, aby podzielić się z Czytelnikami wspomnieniem adwentu i świąt, które przeżyłem w pamiętnym 1981 roku. Wówczas całkowicie poświęciłem się „Solidarności”, byłem jej działaczem i pełniłem funkcję wiceprzewodniczącego MKR (Międzyzakładowej Komisji Robotniczej) Ziemi Radomskiej.

Kilka minut po północy, w niedzielę 13 grudnia 1981 roku, nagle wybito szyby w oknie mojego mieszkania i do pokoju wskoczyli dwaj mężczyźni w skórzanych kurtkach i z bronią w ręku! Krzyczeli, że jestem internowany. Nie sprawdzali żadnych dokumentów, nie potwierdzali mojej tożsamości. Nie pozwolono mi się ubrać, ani niczego zabrać ze sobą. Zarzucono mi jakiś łańcuch na szyję (później dowiedziałem się, że było to nunczako) i wyciągnięto w samej piżamie przez okno na ulicę. Przed opuszczeniem mieszkania oprawcy zdążyli jeszcze „uciszyć” moją mamę, paraliżując ją gazem, który na trwale uszkodził jej gardło i na lata odebrał zdrowie. Zostałem wrzucony na tylne siedzenie „syrenki” (tak nazywała się marka popularnego w czasach PRL-u samochodu osobowego) i zawieziony do nieistniejącego już radomskiego więzienia koło kościoła św. Trójcy, na ul. Tybla. Na dworze był mróz, padał śnieg. Na moje prośby o ubranie przyniesiono mi więzienne drelichy i buty jakiegoś więźnia. Nad ranem wywieziono nas więźniarkami, zwanymi „budami” w nieznane. Pamiętam, że podczas transportu samochód wielokrotnie się zatrzymywał. Przychodziły nam do głowy wówczas różne przerażające myśli, co mogą teraz komuniści z nami zrobić. Byłem skuty kajdankami z siedzącym obok mnie Tadeuszem Lipcem, przewodniczącym Solidarności w Zakładach Metalowych gen. Waltera. Po kilku godzinach podróży dotarliśmy na dziedziniec jakiegoś więzienia. Koło południa pojawili się „nasi” funkcjonariusze SB (służby bezpieczeństwa) z Radomia i poinformowali, że jesteśmy internowani w areszcie śledczym w Kielcach. Nadano nam status aresztowanych tymczasowo. Zamknięto mnie w celi, w której siedzieli także pospolici kryminaliści.

Po kilku dniach pozwolono nam pisać listy do rodzin i informować o swoim miejscu pobytu. 15 grudnia 1981 r. byłem, wraz z Kazimierzem Owczarkiem, sygnatariuszem pisma, zredagowanego w stylu „solidarnościowego postulatu”, do Ks. Biskupa Edwarda Materskiego. „ Grupa członków Kościoła Sandomiersko – Radomskiego, internowana w Areszcie Śledczym w Kielcach – Piaski, zwraca się do Waszej Ekscelencji z prośbą o zabezpieczenie opieki duszpasterskiej, a w szczególności o umożliwienie uczestniczenia w niedzielnych Mszach Świętych. Jesteśmy przekonani, że w tym szczególnie trudnym czasie próby tylko autentyczna wiara pozwoli nam przetrwać i przystąpić do odbudowy takiej Polski, jaka być musi”. Nie wiem, po ilu dniach dotarł nasz list do dostojnego adresata, ale już po zwolnieniu z internowania i po zawieszeniu stanu wojennego, dowiedziałem się, że Ks. Biskup Edward Materski skierował, prawie w tym samym czasie, 16 grudnia 1981 roku pismo do Wojewody Radomskiego nr A 1/81, między innymi w sprawie umożliwienia spełniania wśród internowanych posługi duszpasterskiej. Odpis tego pisma Ks. Biskup przekazał do Sekretariatu Episkopatu Polski. Oto jego treść:

„W związku z ogłoszeniem stanu wojennego w Polsce wielu mieszkańców Radomia i województwa radomskiego zostało internowanych. Jest faktem, że bardzo wielu z nich nie wzięło ze sobą odpowiedniej bielizny i ubrania, tym bardziej, że dla większości internowanie miało miejsce w nocy i odbywało się z pośpiechem; niektórzy zaś byli informowani, iż udają się jedynie na przesłuchanie. Rodziny internowanych słusznie szukają możliwości podania swym bliskim ciepłej odzieży, tym bardziej iż nastąpiło dalsze obniżenie temperatury.

Biorąc pod uwagę istniejącą sytuację, jako biskup sandomiersko-radomski uważam za swój obowiązek – pomijając inne problemy – zwrócić się do Pana Wojewody przede wszystkim w następujących kilku sprawach:

  1. O umożliwienie doręczania internowanym paczek z odzieżą. Kościół Katolicki jest gotów zorganizować zbiórkę tych paczek i ich przekazanie w ustalonym punkcie.
  2. O umożliwienie doręczenia internowanym paczek z żywnością i lekarstwami. Rodziny słusznie chcą podać internowanym lekarstwa, których wielu z nich nie zabrało mimo konieczności systematycznego ich zażywania. Podobnie pragną podać żywność szczególnie ludziom starszym, zmuszonym do stosowania diety. Kościół Katolicki gotów jest pośredniczyć także i w tej sprawie.
  3. O umożliwienie spełniania wśród internowanych posługi duszpasterskiej. Internowani mają prawo do spowiedzi i do uczestniczenia we Mszy św. Należy zaznaczyć, że prawo do opieki duszpasterskiej jest respektowane w Polsce nawet wobec skazanych przestępców; winno być tym bardziej uznane wobec internowanych.

Przedstawiając powyższe sprawy, które z natury swojej są wyjątkowo pilne, wyrażam nadzieję na pozytywne ich załatwienie.”

Wojewoda, który był pułkownikiem LWP (Ludowego Wojska Polskiego) i swój urząd zaczął pełnić 14 grudnia, (13 grudnia, z informacji podanej w dzienniku telewizyjnym o godz. 19.30, dotychczasowy wojewoda Pan dr inż. Feliks Wojtkun dowiedział się, że został odwołany!) odpowiedział biskupowi prawie natychmiast, już 18 grudnia. Pismo wojewody zostało dostarczone adresatowi „w miejscu”, to znaczy przez wojskowego posłańca do rąk własnych. Wojewoda napisał jedynie dwa zdania, ale bardzo rozbudowane. Jest w nich urzędowa uprzejmość, są wyrazy należnego szacunku, ale jest też typowa arogancja i buta władzy, która „wie wszystko lepiej”. Prośba ks. Biskupa została zignorowana. Wojewoda pisał:

„W związku z pismem z dnia 16 grudnia br. Nr A/1/81, rozumiejąc troskę Waszej Ekscelencji odnośnie podniesionych w tym piśmie spraw, uprzejmie informuję Waszą Ekscelencję, że – jak mi wiadomo – nie zachodzi obecnie absolutnie żadna potrzeba zorganizowania szczególnych form opieki nad internowanymi przez udzielenie im pomocy w postaci paczek żywnościowych, odzieży i leków, albowiem władze państwowe są w stanie sprawy te rozwiązać we własnym zakresie.

Jednocześnie pragnę zauważyć, że ze względu na ważny interes Państwa, sposób realizacji prawa do opieki duszpasterskiej nad internowanymi, zostanie w najbliższym czasie unormowany decyzjami kompetentnych władz, z uwzględnieniem stanu wojennego”.

Starania Ks. Biskupa okazały się jednak skuteczne i miały pozytywny wpływ na nasz pobyt w więzieniu. Doświadczyłem tego sam na sobie, dosłownie i w przenośni. Otóż, 19 grudnia, niespodziewanie wezwano mnie do „dyżurki” strażników i przekazano paczkę. Do paczki, zgodnie z więziennymi procedurami dołączona była kartka z opisem zawartości, którą zachowałem do dziś. Oto jej treść: „Rejczak Jan z Radomia syn Jana; spis rzeczy: marynarka spodnie sweter; nadawca: Materski Edward”. Po powrocie pod celę, zauważyłem, kto tę paczkę nadał i osobiście, o czym dowiedziałem się później, przywiózł do więzienia! Czarna marynarka miała za długie rękawy, była obszerna, spodnie musiałem podwijać, ale sweter był w sam raz. Wreszcie miałem swoje cywilne ubranie! Nigdy dotychczas nie przeżyłem takiej radości z otrzymanego prezentu, jak wtedy; cieszyli się wraz ze mną także inni internowani. Ta paczka była wyraźnym znakiem, że nie zostaniemy w więzieniu sami i zapomniani. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Strażnicy codziennie przynosili adresowane do aresztowanych listy, kartki pocztowe, paczki. Każda przesyłka miała stempel „Ocenzurowano” i parafkę cenzora. To nam jednak nie przeszkadzało! W przeddzień wigilii dostałem drugą paczkę. Tym razem od mamy i brata. A w niej: „2 pary skarpet, kalesony, podkoszulka, 2 chusteczki, jabłka, cebula, cytryna, słoik z konfiturą , OPŁATEK”. W naszej celi zapachniało świętami!

Rano, 24 grudnia, radiowęzeł więzienny poinformował osadzonych, że znajdujemy się już nie w areszcie, ale w Ośrodku dla Internowanych w Kielcach. Była to zapowiedź złagodzenia więziennych rygorów, co potwierdzały zapisy w wielostronicowym „Zarządzeniu nr 1” komendanta Ośrodka, który wszedł w życie „w dniu dzisiejszym”. W p. 6 zarządzenia podano, że „internowany może posiadać przy sobie przedmioty służące do prowadzenia praktyk religijnych a więc: różańce, książeczki do nabożeństwa, biblie”, wcześniej było to zabronione. Niespodziewanie po apelu wieczornym, który codziennie „zapowiadany był sygnałem dźwiękowym oraz podawany komunikatem radiowęzła”, strażnicy wyprowadzili nas z cel i zgromadzili na więziennym holu. Tam czekał na nas w komży i ze stułą kapelan wojskowy z kieleckiego garnizonu. Rozpoczęły się krótkie przygotowania do polowej Mszy Świętej. Wszyscy, także strażnicy, byliśmy głęboko poruszeni. Kilkadziesiąt osób chciało się wyspowiadać. Ponieważ nie było warunków i czasu na indywidualną spowiedź a znajdowaliśmy się ciągle w obliczu niebezpieczeństwa śmierci w stanie wojennym, kapłan udzielił nam absolucji zbiorowej, czyli rozgrzeszenia bez uprzedniego wyznania przez nas grzechów. Wzruszająca była ta nasza więzienna pasterka; śpiewaliśmy kolędy, jak w kościele! Wydawało się, że Msza Święta trwała tylko chwilę i ponownie zamknięto nas w celach. Siedziałem wówczas w ośmioosobowej celi nr 614. Nie mieliśmy choinki, ale świątecznych akcentów nie brakowało; były przecież kartki z życzeniami od naszych bliskich i przyjaciół. Był też opłatek i szczere życzenia. Niezwykle skromna, ale serdeczna była ta więzienna wieczerza wigilijna!

W Bożonarodzeniowy poranek, punktualnie o godzinie ósmej, „podano” nam świąteczne śniadanie. Była kawa zbożowa z mlekiem, kawałek drożdżowego ciasta, kaszanka i naprawdę wyjątkowo smaczny świeży, pachnący i z chrupiącą skórką chleb, wypiekany w więziennej piekarni. Jestem przekonany, że ta jedyna w historii tego Zakładu Karnego pasterka, przemieniła wnętrza nie tylko osadzonych, ale także więziennych funkcjonariuszy, którzy wyraźnie zmienili swój stosunek do internowanych. Przestali nas uważać za pospolitych przestępców, czy zbrodniarzy. Częściej okazywali nam swoją życzliwość i sympatię. Łatwiej było mi już znosić udrękę pozbawienia wolności, oderwania od rodziny i dotychczasowych zajęć oraz pracy. W tamto Boże Narodzenie nie przypuszczałem, że w kieleckim więzieniu doczekam Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych 1982 roku.

Autor: Jan Rejczak

jan_rejczakJan Rejczak

Współzałożyciel NSZZ „Solidarność” Ziemia Radomska, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu w 1981 r., delegat na Zjazdy Krajowe Solidarności. 13 grudnia 1981 roku internowany w Kielcach. Po opuszczeniu więzienia bezrobotny. Od 1989 roku prezes Klubu Inteligencji Katolickiej im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Radomiu. Inicjator Ruchu Komitetów Obywatelskich, w latach 1989 – 1990 przewodniczący Komitetu Obywatelskiego Ziemi Radomskiej. Od kwietnia 1990 do paĄdziernika 1992 był pierwszym niekomunistycznym wojewodą radomskim (nominację otrzymał od Tadeusza Mazowieckiego). Poseł na Sejm RP III kadencji, przewodniczący Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych i wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji do spraw Służb Specjalnych. Odznaczony Złotym Medalem za Zasługi dla Policji.

Autor zdjęcią: © nobeastsofierce – Fotolia.com