2018-11-14

Imieniny: Celiny i Waleriana

Jak się Robi Wielką Politykę, czyli Jarosław Kaczyński w Szydłowcu…

by Bartosz Kaluga on Kwiecień 26, 2013 · 5 komentarzy

Tak jak informowały plakaty rozwieszone mniej więcej od połowy tego miesiąca na miejskich tablicach informacyjnych, spotkanie z prezesem Prawa i Sprawiedliwości zaplanowano na niedzielę 21 kwietnia.. Prezes Kaczyński w naszym mieście planował zakończenie weekendowego tournée po miastach środkowej Polski – na mapie którego były m.in. Bełchatów, Opoczno, Skarżysko-Kamienna. Samo spotkanie z Kaczyńskim – miało rozpocząć się o 18:30.

Na spotkanie dotarłem kilka minut przed godziną „W”, grzecznie zajmując miejsce stojące na samym końcu sali – aby mieć ogólny przegląd sytuacji i obserwować reakcję ludzi. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to dwie kwestie. Pierwsza z nich to bardzo duża ilość młodych, uśmiechniętych nieznajomych mi ludzi, wspierana przez bardziej doświadczonych partyjnych kolegów. Ludzie Ci zajęli miejsca w każdej części sali – w grupach mniej więcej po dwie-trzy osoby. W czasie spotkania, rozdawali gazetki, sprzedawali cegiełki na budowę pomnika śp. Lecha i Marii Kaczyńskich czy mówiąc językiem stadionowym „zarzucali” teksty, wśród których królował tego wieczoru prosty utwór wokalny „Jarosław!, Jarosław!”. Grupa pisowskiego sztabu liczyła co najmniej 20-25 osób, ewentualnie plus osoby których nie wychwyciłem. Drugą rzeczą którą zauważyłem zaraz po wejściu na salę, to ilość osób. Na spotkaniu według moich szacunków było około 250-350 mieszkańców (jedni wychodzili, przychodzili nowi). Sporo, chociaż jak na spotkanie z byłym premierem, szefem najpopularniejszej partii w regionie to liczba nie powala. Byłem przekonany w drodze do „Lodowni”, że będzie taki ścisk że szpilki nie będzie gdzie wcisnąć. Czyżby premier Kaczyński przegrał z „Ranczem” w TVP1?

Kto oczekiwał wystąpienia prezesa od 18.30 bardzo się zawiódł. O tej godzinie rozpoczęło się dopiero „(sub)spotkanie” z lokalnymi działaczami PiSu – Markiem Suskim, Zbigniewem Kuźmiukiem, Wojciechem Skurkiewiczem, Stanisławem Karczewskim. Panowie mówili o wszystkim i o niczym. Wszyscy Ci Panowie sprawiali wrażenie osób nie mających zielonego pojęcia o której pojawi się ich szef, co chwila używając zwrotów „już za chwilę”, „lada moment” czy „już jest blisko”. Dodatkowo głoszono hasła znane z TV o silnym lobby niemieckim i rosyjskim, o Smoleńsku („wszystko wskazuje na to że to był jednak zamach” – powiedział poseł Suski”). Najbardziej dostało się jednak obecnemu rządowi, a szczególnie marszałek Ewie Kopacz z Szydłowca. Zarzucano jej – pewnie słusznie – że nie zrobiła nic, będąc drugą osobą w kraju, żeby poprawić sytuację społeczno-gospodarczą swoich ziomków z Szydłowca i okolic. Pięćdziesiąt minut wałkowania kilku tematów opierających się głównie na totalnie krytyce rządów PO – jakby nikt w Szydłowcu nie wiedział jak bardzo rząd Tuska prowadzi nas do katastrofy. Z wątków, które od biedy możemy nazwać postulatami programowymi panowie poruszyli temat wyłączenia z województwa mazowieckiego aglomeracji warszawskiej i włączenia terenów Ziemi Szydłowieckiej do Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej….. I tu po raz kolejny dało o sobie znać nieprzygotowanie wyżej wymienionych Panów do spotkania, ponieważ nie wiedzieli oni, że Szydłowiec od lat jest częścią Starachowickiej SSE. I na końcu wątku to zapewnienie, które dziwnym trafem za każdym razem nie tylko u mnie wywoływało uśmiech na twarzy: „To wszystko się zmieni jak PiS dojdzie do władzy!”

W międzyczasie po całej sali chodził uśmiechnięty pan przed pięćdziesiątką z czystymi kartkami, na których można było zapisać swoje indywidualne pytanie do prezesa Kaczyńskiego. Chętnych nie brakowało i zapisanych kartek było na pewno grubo ponad 40 sztuk. Czekałem z niecierpliwością ile tych pytań nie przejdzie „selekcji naturalnej”, i pod pretekstem braku czasu zostanie schowane gdzieś na dnie.

Nastała godzina 19.23, a oczom naszym ukazał się ten na którego wszyscy w „Lodowni” czekaliśmy. Na sali byli wszyscy – fanatycy polityczni („pisowscy talibowie”) , zwykli sympatycy PiSu, osoby neutralne, osoby Kaczyńskiego niepopierające ale widzące w nim mniejsze zło, przeciwnicy polityczny PiSu, jego najwięksi wrogowie – ale wszystkich łączyło jedno: przyszli tutaj żeby zobaczyć i posłuchać byłego premiera RP. Po fatalnej prezentacji poprzedników doszedłem do wniosku, że bardziej przynudzać się nie da. Dlatego też ze szczerą ciekawością i zainteresowaniem słuchałem wystąpienia prezesa. Pomimo, że blisko godzina spóźnienia świadczy o totalnej ignorancji wobec wyborców.

Mijały minuty, konkretów nie wychwyciłem. Premier Kaczyński mówił o fatalnej sytuacji gospodarczej kraju, o niewydolnej służbie zdrowia, o wysokim bezrobociu – przede wszystkim w przełożeniu na nasz powiat i region, polityce energetycznej i OFE – nazywając je największym przekrętem po 1989 roku. Wymieniał to co nie działa bądź działa źle, ale pomysłów na zmianę tej sytuacji raczej nie było. Miejsce konkretnych, merytorycznych rozwiązań zastąpiły pobożne życzenia. Proponowany „program gospodarczy” sprowadzał się do zabrania bogatym i dania biednym, w imię czegoś co socjaliści od lat tak pięknie nazywają solidarnością społeczną. Nie wiem jak prezes Kaczyński, który od lat żyje z pieniędzy podatników, ale ja nigdy pracy od biednego nie dostałem i wśród moich znajomych także nie ma takich osób. Dostało się też sklepom wielkopowierzchniowym oraz bankom – z naciskiem na fakt że 3/4 banków jest własnością obcego kapitału – na które PiS chce nałożyć tzw. „podatek bankowy”. Podobne rozwiązanie wprowadził na Węgrzech premier Viktor Orban, choć trzeba przyznać że pomysł ten przyniósł więcej złego niż dobrego. Nie trzeba być ekonomistą żeby wiedzieć, że nikt nie chce płacić dodatkowych haraczy i zawsze stara się przerzucić nowe obciążenia na kogoś innego. W przypadku banków trzeba być naiwnym, żeby sądzić że ów banki nie przerzucą tych opłat na nas klientów. Tak też stało się na Węgrzech, gdzie relatywnie usługi bankowe podrożały. Fascynacja premierem Węgier – który na marginesie w mojej skromnej opinii „odwala” kawał dobrej roboty u naszych bratanków, szczególnie w obronie suwerenności przed „urzędasami” z Brukseli – była w wystąpieniu Kaczyńskiego dostrzegalna wielokrotnie. Powyższe postulaty programowe wraz z innymi o których w Szydłowcu prezes nie mówił, miałyby przynieść 1 200 000 miejsc pracy. Pierwsze co wtedy pomyślałem, to dlaczego nie 1 500 000 albo 3 000 000. W 2005 roku Jarosław Kaczyński obiecał przecież 3 000 000 mieszkań…. Czyżby praca nie była ważniejsza od dachu nad głową?

Jak na zawołanie prezes wspomniał te „złote lata” polskiej gospodarki 2005-2007 za rządów PiS, porównując wskaźniki makroekonomiczne z tamtych lat do dzisiejszych. Sugerując tym samym że złe dane polskiej gospodarki, spowodowane rządami Platformy Obywatelskiej bezpośrednio przekładają się na sytuację na szydłowieckim rynku pracy. Postanowiłem więc sprawdzić dla przypomnienia poziom bezrobocia w powiecie szydłowieckim w latach 2005-2007, wg danych GUS: 2005 – 39,6% ; 2006 – 40,8% ; 2007 – 33,1% – jak na najlepsze lata po 1989 roku niemało…. Niestety sprawna manipulacja danymi powoduje, że ludzie są w stanie kupić dużo. Budujące było jednak, że większość ludzi podchodziła do tego festiwalu populizmu z dużym dystansem – co było dostrzegalne obserwując zebranych.

Nadszedł czas na ostatnią część spotkania z premierem Jarosławem Kaczyńskim czyli odpowiedzi na pytania. Z tej masy pytań wybrano (no bo chyba nikt nie podsunął „gotowców”) 6 sztuk… Treść pytań – m.in. o datę zakończenia trwających rozbiorów Polski – nie jestem w stanie skomentować.

Organizatorzy spotkania z szydłowieckich struktur PiSu, z Agnieszką Górską na czele, wręczyli kwiaty gościowi specjalnemu po czym spotkanie dobiegło końca. Wychodzącego prezesa żegnały okrzyki rozpoczęte przez „naganiaczy” ze sztabu, ale – co by nie mówić – podchwycone przez mieszkańców przez niektórych mieszkańców miasta „Jarosław! Jarosław!”.

Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby przyjechał przedstawiciel innej partii to formuła spotkania byłaby taka sama – albo co najmniej bardzo podobna. Tego typu spotkania to zwykle jeden wielki spektakl, gdzie jedni coś obiecują, a drugim coś się obiecuje – przy czym i jedni i drudzy mają świadomość tego, że to są tylko obietnice.

Nie chciałbym, aby ten tekst traktowano jako obrona rządów Donalda Tuska. Osobiście uważam, że każdy dzień jego rządów to dzień ogólnie dla Polski stracony – ale PiS pod przewodnictwem prezesa Kaczyńskiego nie wydaje się być alternatywą. Problemem jest tutaj sama osoba prezesa Kaczyńskiego.

PS.

Jedyny konkret ze spotkania: Sala na „Lodowni” bardzo przyjemna.

Artur Marszałek