2018-11-15

Imieniny: Euzebiusza i Zdzisławy

Dyskusje o gustach..

by Marek Sokołowski on Sierpień 13, 2014

Fajnie byłoby pójść na koncert. Tylko kto mógłby zagrać… Jakieś pomysły? Ciężko wybrać, prawda? Wiem! Zróbmy ankietę! Jakieś propozycje? One Direction, Justin Bieber i Marzia Gaggioli. Nie, nie, nie. W ten sposób wkopał się pewien wrocławski portal internetowy. Poza tym, Marzia od teraz gra na stadionach. To może dajmy spokój z głupimi ankietami i popatrzmy na zainteresowanie wydarzeniami, które już miały miejsce. Co nam wyszło. Disco polo, disco polo i disco polo. To może disco polo? Większość jest za i… tyle. Hmmm, tyle przecież wystarczy. Przykre.

Najgłośniejsze wydarzenia w Szydłowcu, to koncerty z tworami muzyko-podobnymi. Przyznaję się. Często sam na takich ląduję, ale rzadko zachodzę dalej, niż do budki z piwem. Już tam zewsząd atakują mnie dźwięki z keyboardów i teksty o cudnych piersiach Anki albo tańczącej jak szalona Oli, które zlewam na poziomie ekspert. Ludzie kłębią się pod sceną, z której pomiędzy „lalala” wybrzmiewa „kocham cię” i „oooo”. Hajs musi się zgadzać, więc z ciekawości wcielam się w organizatora:„Szukam zespołów w Internecie. Głupie nazwy igrają disco? To zaproszę 30 takich i dorzucę Niecika, bo znany. Mam już coś żeby zapchać kilka godzin i sprzedać browar. Wstęp dycha. Odmówią sobie kebsa i przyjdą.” I przychodzą tłumnie, bawią się świetnie i nie zdają sobie sprawy, że przez kilka najbliższych godzin będą słuchać czterech piosenek z playbacku. A może oni o tym wiedzą, ale im to nie przeszkadza? Niech mnie ktoś oświeci i powie dlaczego?

Z dogłębnej analizy wynika, że wina leży po stronie słuchaczy. Zadowolonych słuchaczy, którzy dostają dokładnie to, czego oczekują. A oczekiwania są smutne, bo wystarczy „byle co, byle grało” (jak się mylę, oświećcie mnie raz jeszcze). Może to powracająca moda? Tak! Ona zawsze była głupia. Pojawiły się nowe kanały telewizyjne, a radiostacje nie wstydzą się zagrać Weekendu, zaraz po „Wind of Change”, które nigdy się nie zestarzeje. Nigdy! Hola, hola… Nie rozpędziłem się? Przecież o gustach się nie dyskutuje. Szkoda, że to kłamstwo starsze niż najstarszy Indianin. Jak ktoś się uprze, zawsze można podyskutować o jego braku.

Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałem wydarzenie muzyczne promowane równie mocno jak te wspomniane wyżej. Są szydłowieckie Zygmunty, na których można było usłyszeć Oddział Zamknięty, czy Kamila Bednarka i mimo, że to nie moja muzyczna bajka, miło je wspominam. To jednak jedyne takie wydarzenie w ciągu roku. Były też koncerty hiphopowe, ale im nie udało się przebić. W takim razie, co zostaje mieszkańcom Szydłowca? Słuchawki i muzyka z własnej biblioteki. A co z koncertową mapą miasta? Oh well whatever, nevermind.

Jakub Biegaj