2018-11-16

Imieniny: Olimpii i Łazarza

1944 Pamiętamy – jak i gdzie?

by on Sierpień 1, 2013

Dziś mija 69 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jego historia jest dobrze znana naszemu społeczeństwu i toczy się otwarta dyskusja nad jego celem i konsekwencjami. Dla jednych jest bohaterskim, romantycznym, wartym poświęcenia czynem. Dla drugich bezsensem militarnym okupionym największą narodową tragedią. W obecnych czasach zauważalne są tendencje poszukiwania właściwej formy kultywowania pamięci historycznej, prezentowania postawy patriotycznej, nie tylko w stosunku do Powstania, ale do całej naszej historii. Poczynając duży postęp w wewnętrznym rozliczaniu się z historią nie zapominajmy jednak, że poza granicami naszego kraju nasza historia jest nadal zapomnianym wydarzeniem. Przez lata na Zachodzie dużo więcej wiedziano o powstaniu w getcie warszawskim niż tym, które objęło całe miasto. Powstanie Warszawskie do tej pory nie doczekało się żadnej produkcji filmowej, która mogłaby zakorzenić się na trwale u odbiorcy zagranicznego.

Powstanie Warszawskie po II wojnie światowej było tematem tabu w Polsce, ze względu na ówczesną sytuację polityczną. Obecnie wiedzę o Powstaniu możemy określić jako dobrze rozpowszechnioną pośród polskiego społeczeństwa. Stało się to możliwe m.in. dzięki wielu inicjatywom po 89r., budowie Muzeum Powstania Warszawskiego, ‘polityce historycznej’ za czasów śp. Lecha Kaczyńskiego i wydarzeniom popkulturowym, które pozwoliły wykreować określony obraz Powstania na nasze, wewnętrzne zapotrzebowanie.

Toczy się również otwarta dyskusja na temat jego przyczyn, skutków jak i samej celowości. Dla jednych Powstanie Warszawskie jest i pozostanie bohaterskim zrywem, zgodnym z naszym ‘romantycznym’ duchem, tradycjami które legitymują i określają naszą ‘polskość’ i patriotyzm. Dla innych powstańczy zryw z 44 roku to również potwierdzenie powyższej tezy polskiego romantyzmu, jednak w tym negatywnym wymiarze – nie przemyślanego do końca aktu czynnego oporu, bezsensu militarnego, braku racjonalizmu, który doprowadził do największej narodowej klęski.

Jak kultywować i poszerzać pamięć o Powstaniu

W obecnych czasach zauważalne są tendencje w Polsce w poszukiwaniu właściwej formy kultywowania pamięci historycznej, prezentowania postawy patriotycznej (bez głębszych rozważań, bo jest to temat na odrębny artykuł). Powszechnie zakodowane mamy, że byliśmy ofiarami rozbiorów, okupacji, wojen. Dlatego stawiamy się zawsze w roli tej dobrej, szlachetnej, nieskazitelnej ofiary. Tymczasem w czasie pluralizmu wypowiedzi coraz częściej zadajemy sobie pytani czy warto było walczyć, nie mając na uwadze potencjalnych konsekwencji. Czy ta nasza nieskazitelna ofiara miała sens?

Casus Muzeum Powstania ma w pewien sposób jednowymiarowy aspekt przedstawienia wydarzeń, nie do końca obrazujący te negatywne konsekwencje zrywu, błędne obliczenia dowództwa. Dlatego dosyć często słyszalne są opinie, że raczej powinno się nie przypominać i gloryfikować godziny wybuchu Powstania, a dzień jego zakończenia jako największej narodowej tragedii. Jeśli jednak zakładamy, że muzeum stało się już podstawowym miejsce wizyt dla zagranicznych turystów odwiedzających naszą stolicę, to czy taka wizja prezentacji Powstania nie jest jak najbardziej prawidłowa?

Jakkolwiek różne są opinie i jak skrajne emocje może wywołać to jedne z najtragiczniejszych wydarzeń w naszej historii, to historia Powstania Warszawskiego poza naszymi granicami, mówimy tu o wszystkich kierunkach bez wyjątku, jest nadal zapomnianym wydarzeniem z historii II wojny światowej. W powojennych dekadach wynikało to z faktu, że Powstanie Warszawskie było niewygodnym tematem politycznym dla Aliantów, przez co nie doczekało się odpowiedniego zainteresowania na Zachodzie.

Tak naprawdę niewiele osób jest świadomych podstawowych faktów historycznych, które wydarzyły się w naszej części Europy czy w Polsce. Poza tym dla wielu osób wydarzenia z drugiej Wojny Światowej to daleka przeszłość. Przykład relacji francusko-niemieckich, gdzie proces zbliżenia i wyjaśniania kwestii historycznych rozpoczął się po zakończeniu drugiej wojny światowej i trwał przez wiele lat, a u nas na dobrą sprawę dopiero po obaleniu komunizmu. Dlatego druga wojna światowa i jej wydarzenia dla przeciętnego odpowiednika Kowalskiego na zachodzie to daleka przeszłość.

Dodatkowo każde pokolenie w wyniku innych doświadczeń ma inny zakres wiedzy. Z własnego doświadczenia wiem, że wiedza o Powstaniu Warszawskim pośród szeroko rozumianego młodego pokolenia Europejczyków jest bardzo skromna. Z jednej strony możemy za główny czynnik podać brak ogólnej wiedzy historycznej, czy brak zainteresowania historią. Z drugiej strony wynika to z prostego faktu, że zachodnie podręczniki tego wydarzenia nie uwzględniają. Powstanie Warszawskie nie doczekało się również żadnej formy interpretacji skierowanej do masowego odbiorcy, która mogłaby przyczynić się do poszerzenia wiedzy na temat Powstania u szerszego grona odbiorców zagranicznych. Produkcje takie wymagają jednak ogromnych środków finansowych, a także woli szeroko rozumianej kategorii osób decyzyjnych w Polsce. Plus zapewne odpowiedniego lobbingu poza krajem.

Doczekaliśmy się jednak takich realizacji jak „Czas honoru”, serialu ukierunkowanego na nasze rodzime podwórku. Serialowi zarzuca się jednak kreowanie kolejnej romantycznej wizji bohaterów i brak zgodności z podstawowymi realiami życia z czasów okupowanej Warszawy. Zastanówmy się jednak, czy czasami właśnie takie popkulturowe/telenowelowe produkcje nie spełniają również swojej roli. Dopiero w obecnych czasach historia oddaje honor Powstańcom, a najłatwiej przedostać się najszerszego grona odbiorców poprzez kulturę masową. Wykreowanie jednak takiego obrazu wcale nie musi być najgorszej jakości. Dla tych którzy są z historią ‘na bakier’ realizacje filmowe tego typu popularyzują wiedzę o życiu w czasach okupacji o wiele bardziej niż najlepsze wydania książkowe, do których sięgną tylko pasjonaci bądź zawodowi historycy.

Przykład Czechów, gdzie ich udział militarny był śladowy, a społeczeństwo cechowało się biernym oporem, natomiast ich kinematografia potrafiła przeniknąć do masowej kultury dobrymi produkcjami z wątkami opisującymi czasy okupacji. Powstał również typowo popkulturowy film „Ciemnoniebieski Świat”, który wypromował czeskich lotników z czasów drugiej wojny światowej o wiele bardziej niż jakakolwiek książka. Natomiast wiedza o udziale naszych lotników biorących udział w Bitwie o Anglię pozostaje dla fanatyków historii, albo ‘ku pokrzepieniu serc’ dla osób w naszym kraju.

Tak naprawdę nie wykorzystaliśmy drzemiącego potencjału do poszerzenia wiedzy o naszej historii u odbiorcy zagranicznego, w tym głównie o Powstaniu Warszawskim. Być może nie wiedzieliśmy jak, nie było właściwych środków. Jedna z niewielu opowiedzianych historii nawiązujących pośrednio do Powstania Warszawskiego to „Pianista” Polańskiego. Jednak historia Powstania Warszawskiego to przecież temat rzeka dla wszelakich produkcji filmowych. Prawdopodobnie nie jeden znany reżyser miałby scenariusz na światową superprodukcję, która obroniłaby się na świecie nie interesując tylko polskiego widza jak historie oblężenia Leningradu, nalot Drezna czy Pearl Harbor.

Dobrze, że w dobie rewolucji internetowej można umiejętnie również przekazywać wiedzę krótkimi filmikami czy animacjami takimi jak „There is a city”, „Miasto Ruin” czy wydarzeniami popkulturowymi jak koncerty Gajcy czy Lao Che, które poszerzają cząstkową wiedzę o Powstaniu również pośród obcokrajowców. Cieszą się one dużą popularnością i zachęcają widzów do dalszego, samodzielnego pogłębiania wiedzy na temat Powstania Warszawskiego. To kolejny dowód, że wiele w dziedzinie promocji Powstania Warszawskiego można jeszcze osiągnąć za pomocą social media i mniej zaawansowanych produkcji filmowych oraz inicjatyw popkulturowych. Kiedy jednak doczekamy się superprodukcji na miarę naszych oczekiwań i niczym nie ustępującej tym o Pearl Harbor czy Leningradzie?